Dzisiejszy post miał być szybki,
ponieważ jestem na urlopie całkowicie odcięta od internetowego
świata.
W tym roku po zakupie i remoncie mieszkania musieliśmy się
ograniczyć jedynie do wakacji u rodziców.
Tak więc do końca
miesiąca jestem na urlopie w Chełmie i „ na komputer” muszę
chodzić do cioci
(pozdrawiam Cię Ciociu ).
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło- zabrałam cały
swój sprzęt fotograficzny więc mam nadzieję, że zrobię w tym
czasie wiele pięknych zdjęć.
Tato odbierając mnie z dworca,
widząc moje bagaże powiedział „ oj to chyba na długo
przyjechałaś ” Chyba
nigdy nie wspominałam, że na studiach miałam fotografię i jest to
moja druga pasja.
Tymczasem prezentuję spódnicę,
która stała się sukienką. Duża, czarna z bardzo fajnego,
delikatnego materiału wymagała kilku przeróbek. Kosztowała
złotówkę i miała potencjał…
Najpierw dopasowałam ją w pasie a
potem obcięłam na dole spory kawał materiału. W ten sposób
powstał długi prostokąt, który przecięłam na pół.
Następnie
zszyłam dwa kawałki ze sobą . Brzeg dekoltu obszyłam gęstym
zygzakiem. Na koniec doszyłam trzy złote guziczki.
Zdjęcia zrobiłam wczoraj, pogoda była
niesamowita. Szykowało się na deszcz więc ledwo uciekłam przed
burzą. No i muszę to powiedzieć… mój mąż chyba odkrył w
sobie zmysł fotograficzny ;)
Oto efekt mojej pracy …















