Po głowie chodził mi mniej więcej taki model.
No i kupiłam, "prawie" podobny ... za złotówkę i w rozmiarze 44. Takie jakby to powiedzieć - nie wiadomo co?! Jednak kolor, cena i to, że płaszcz jest ze 100% wełny sprawiło, że szybko wylądował w moim ciuchlandowym koszyku. I dobrze, że się tak stało :)
Przeróbka trochę trwała i zaczęła się od prania (na metce widniał napis, że nie można prać w pralce). Oho... akurat, zaniosę do pralni rzecz, która kosztowała złotówkę i zapłacę za pranie pewnie z 50zł albo i więcej... Nie było wyjścia, płaszcz uprałam w pralce, po czym troszkę się skurczył. Wspaniale!- będzie mniej zmniejszania.
Tak wyglądał przed przeróbką (po praniu).
Zaczęłam od rozprucia szwów bocznych oraz podszewki. Płaszcz solidnie zmniejszyłam, zmieniłam guziki i zrobiłam nowe dziurki. Kieszonki ozdobiłam koronką . Maszyna nie miała żadnego problemu z szyciem tak grubego materiału, czym bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Oto efekt mojej pracy.










